- Nie no, pojadę z tobą. - stwierdziłem.
- Nie, nie. - uśmiechnęła się lekko.
Pomogłem jej posprzątać po posiłku, po czym wyszliśmy z domu i wróciliśmy do siebie.
Poniedziałek... magiczne zaklęcie które odbiera ludziom radość. Poranek wyglądał tak, jak każde inne. Ubrałem się w luźne ubrania i razem z Aleksem poszliśmy pobiegać do parku. Wróciliśmy po jakiś dwóch godzinach, jeszcze zahaczyliśmy supermarket i... zoologiczny, ponieważ Aleks zobaczył w reklamie nową zabawkę i... no wiadomo. Wiem, że może to dziwne że traktuję go jak... człowieka? Lecz mam tylko jego, jest dla mnie wszystkim. [...] Po powrocie do domu zjadłem kanapkę z sałatą, ogórkiem i pomidorem po czym poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się w czarne jeansy i koszulę. Poprawiłem włosy, a w korytarzu założyłem buty.
Czekałem na Aleksa, ten przyniósł swoje dwie obroże, rozłożył je przede mną i zaszczekał wyczekująco. Kucnąłem.
- Hm... myślę, że w tej będziesz wyglądać elegancko. - uśmiechnąłem się lekko, podnosząc łańcuszek.
Pies zaszczekał zgodnie, założyłem mu ją i wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę komisariatu.
- Cześć wszys... - rozglądnąłem się dookoła, w naszym biurze nie było nikogo.
Biurko Lucyny i Ryśka były takie jak zawsze, pełne papierów jednak brakowało ich. Zdziwiło mnie to, spojrzałem zdezorientowany na Aleksa, ten spojrzał na mnie i zapiszczał cicho.
- No nic, chyba... będziemy dzisiaj sami. - poklepałem go lekko i usiadłem za swoim biurkiem, spoglądając na miejsca kolegów z pracy, było tak dziwnie... pusto, cicho. Ciekaw byłem, czemu ich nie ma.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz