Siedziałem tak, nie mając nic do roboty i kręcąc się na fotelu, kiedy przerwał mi telefon. Okazało się że wszyscy są w jakiejś sali balowej, zapomnieli mi powiedzieć, ups...
- Nie mogę przyjść, jestem chory, utknąłem w korkach a poza tym coś mi się zepsuło w samochodzie. Na bankiecie też mnie nie będzie. Na razie. - rzuciłem i rozłączyłem się nie czekając na odpowiedź.
Zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że każdy o mnie zapomina itp. jednak za każdym razem jest to tak samo przykre. Dobra Ax, nie łam się, olej to.
- Chodź przyjacielu, nie potrzebujemy ich. - uśmiechnąłem się do psa, który zamerdał ogonem.
Wyszliśmy z prawie pustej komendy i wróciliśmy do domu. Posprzątaliśmy cały dom, słuchając głośnej muzyki. Przyniosłem stos papierów, długopis i płytką miseczkę z atramentem. Położyłem wszystko na stół, Aleks usiadł na krzesełku naprzeciw mnie.
- Okey, robimy tak... uporamy się z tym, a w zamian... na weekend zabiorę cię do psiego parku, co ty na to? - uśmiechnąłem się.
Pies zaszczekał zgodnie, merdając ogonem. Dałem mu kilkadziesiąt kartek, maczał łapę w atramencie i dawał pieczątkę w miejsce podpisu, mamy taki układ z komendantem, ja podpisywałem się swoim nazwiskiem.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz