sobota, 17 października 2015

Od Taigi

Po pracy, marzyłam o tym, żeby znaleźć się w domu. Szybki prysznic i odpoczynek na kanapie, tak to właśnie tak się powinno skończyć, ale jak można się domyślić, coś musiało się stać. Siedząc w koszulce i wybierając film dostałam sms'a.
- Ty i ja, dzisiaj w klubie - Oczwyiście musiała być to Lucy, bo któż inny
- Zmęczona jestem, innym razem - Odpisałam rozsiadając się wygodnie
- Dalej bo przyjdę i Cię wyciągnę z tego łóżka! - Westchnęłam sama do siebie po czym przeciągnęłam
- Okej, daj mi 10 minut 
Przebrałam się w rurki, jakąś koszulkę i trampki, do tego założyłam bluzę. Nie ubierałam się jakoś wyjątkowo, pewnie i tak chciała się znowu wyżalić, a mam już dosyć gadanie z  nawalonymi i napalonymi facetami, którzy zagadują o byle co. Będąc na miejscu nie pomyliłam się zbytnio, znowu miała problemy sercowe. Wypiłyśmy trochę, a później jeszcze trochę. W końcu przyszła pora wracać do domu. Oczywiście jedna podpierała się na drugiej, żeby nie upaść, a zamiast łez był śmiech. Stwierdziłyśmy, że obok toru będzie dużo szybciej więc zgrabnie zaczęłyśmy iść na skróty. Lucy usłyszała jakieś śmiechy, dziwne, że sama nic nie słyszałam. Pewnie ma urojenia, chciałam iść już dalej swoim chwiejnym krokiem, kiedy zaczęła krzyczeć.
- Śmiejecie się ze mnie! Wszyscy jesteście tacy sami! Faceci to świnie! Spale wam to wszystko i jemu też, bo mnie su.kinsyn zdradził! - Zaczęła idąc w ich stronę
- Uspokój się bo policję wezwą - Złapałam ją za nadgarstek
- I co nam zrobią, to Ty jesteś z policji!
- Pewnie jeszcze głośniej - Westchnęłam - Jestem po służbie, dalej chodź - O dziwo dzięki alkoholowi była o wiele silniejsza, natomiast ja o wiele słabsza
- No chodźcie zaraz wam skopie tyłki! - Jak świetnie zaczęli iść w naszym kierunku, oczywiście jako dobra koleżanka stanęłam obok niej, starając się zachować posturę obronną, jednak zamiast tego zaczęłam się śmiać i chwiać
- Jesteś idiotką - Walnęłam ją
- Czekajcie znam je - Usłyszałam znajomy głos
- Jeszcze tego mi brakowało - Westchnęłam cicho odwracając się w jego stronę, może i byłam pod wpływem... może i dużym, ale głosy jeszcze rozpoznawałam, był to Axel
- Czy Ty mnie śledzisz? - Zilustrowałam go wzrokiem, przytrzymując małą blondynkę, żeby nie upadła i sama dawałam sobie jakąś podporę

Axel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz