Cały czas byłem na prowadzeniu, ostatnia, długa prosta. Spojrzałem w tylne lusterko, siedział mi na ogonie. Nie miałem wyjścia, wrzuciłem ostatni bieg i przyśpieszyłem jeszcze bardziej co było dość ryzykowne.

Docisnąłem jeszcze trochę, jadąc z maksymalną prędkością i... wygrałem! Nie zależało mi na wygranej od tak, chciałem tylko utrzeć nosa temu gówniarzowi. Wysiadłem z auta, podnosząc zwycięsko ręce, po chwili otoczyła mnie moja paczka, śmiejąc się głośno. Ojciec Leona podał mi szampana, dałem go Lori'emu, wiem że zawsze chciał to zrobić.
- No śmiało. - uśmiechnąłem się.
Chłopak odwzajemnił uśmiech, w jednej chwili pozbył się korka i zaczął nas oblewać.
Przybiliśmy z Taigą piątkę, po czym poklepałem auto, może to i dziwne, ale taki mam już zwyczaj.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz