niedziela, 18 października 2015

Od Axela

- Nasi są na zewnątrz, pilnują wszystkich wyjść. - powiedziałem za nią. - Idę. - dodałem.
Przeładowałem broń i ruszyłem w stronę tunelu, którego jeszcze nie przeczesaliśmy, okazało się że prowadził on do wyjścia do lasu.
- Szlak... - mruknąłem pod nosem. Wtedy, zobaczyłem uciekającego mężczyznę, to musiał być on, ruszyłem w pościg za nim.
Zatrzymał się na krawędzi fortu, było tu dość wysoko, wystarczająco by po skoczeniu zginąć.
- Ani kroku, bo skoczę! - krzyknął.
- Spokojnie, nie rób głupstw. - starałem się mówić spokojnie.
- Ja nie chcę iść do pudła, nie chcę! - krzyczał, jego głos drżał.
- To nie jest lepsze rozwiązanie, nikogo nie zabiłeś...
- Zamknij się! - wrzasnął i skoczył.
Udało mi się go złapać, jednak był cięższy, przeważył nas i oboje runęliśmy w dół, tuż pod nogi innych. Chwilę po upadku chrząknąłem, powoli wstałem, na początku wszystko było zamazane, dwoiło mi się w oczach i kręciło w głowie. Jednak już po chwili wszystko było okey, podbiegł do mnie Rysiek i złapał za ramie, zaczął nerwowo coś mamrotać pod nosem.
- Spokojnie, nic mi nie jest. - parsknąłem krótkim śmiechem, poczułem na sobie wzrok... wszystkich. Również na nich spojrzałem. - No co? - kucnąłem przy mężczyźnie i przyłożyłem mu dwa palce do szyi. - Dzwoń, żyje. - powiedziałem jedynie.

?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz