Widziałam całą sytuację i pierwsza moja myśl była taka, że oboje nie żyją, jednak kiedy wstał i jeszcze się z tego śmiał, zrobiłam typowego "pokerface"
- A mówili, że to u nas są dziwni ludzie - Mruknęłam pod nosem. Karetka było wyjątkowo szybko, nieprzytomny z mafii i przy okazji kilku naszych pojechało do szpitala. Axel uparł się, żeby zostać. Podeszłam do niego krzyżując ręce
- Po takim upadku, każdy powinien jechać na badania - Zaczęłam ze spokojem
- Nie jestem jak każdy - Uśmiechnął się jedynie
- Po co go ratowałeś? - Zapytałam jedynie ciągle go obserwując - Jakby skoczył to może by przeżył, ewentualnie by zginął
- Sama jeszcze godzinę temu mówiłaś, że mamy ich nie zabijać
- Owszem, ale jest różnica pomiędzy zabijaniem a oddawaniem życia - Prychnęłam
- Moje życie nie Twoje - Spojrzał na mnie przelotem
- Ale ich nie jest tego warte
- Żyje to życie, nie Tobie decydować, które jest bardziej czy mniej ważne - Prawie, że zabijaliśmy się wzrokiem, coś czuje, że gdyby nie fakt, że jesteśmy na służbie to skoczyłabym mu do gardła
- Nie ich, codziennie zabijają cywilów, niewinnych ludzi, którzy po prostu im się napatoczyli! - Warknęłam zaciskając ręce w pięści, jednak po chwili się uspokoiłam - Połowa jedzie do was, połowa do nas. Jutro wymienimy się informacjami - Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę samochodu
Axel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz