Następnego dnia Aleks obudził mnie o 6, tak jak prosiłem. Jęknąłem niezadowolony, gdy ten zaczął po mnie skakać.
- Dobrze, dobrze... już wstaję. - westchnąłem i zrobiłem to.
Poszedłem pod prysznic, po czym stanąłem przed szafą zastanawiając się co ubrać. Zdecydowałem się na coś luźniejszego, dresy, koszulka i bluza.
- Ej, nie jedziemy tam na bóg wie ile, tylko na dwa dni. - zaśmiałem się, głaszcząc go.
Wyjechałem z garażu i doczepiłem do auta przyczepkę z dwiema motorówkami, kolejne dwie mieli przywieść Lory i Leon. Wsiedliśmy do auta, założyłem sobie i Aleksowi okulary przeciwsłoneczne.
- No w końcu, myślałem że się nie pojawicie! - zaczął Lory podchodząc do mnie.
- Wiem, Aleks co chwilę musiał podlewać krzaczki. - uśmiechnąłem się lekko. - Nie szpanuj tak tymi okularami. - próbowałem mu je zdjąć, jednak ten zaczął mi uciekać.
Machnąłem na niego ręką po czym razem z chłopakami przenieśliśmy motorówki do wody i zacumowaliśmy do brzegu.
Następnie rozłożyliśmy nasz namiot.
- Ten zgniłe jajo! - zaczął się śmiać i ekspresowo ściągać ubrania.
Ruszyłem biegiem w stronę jeziora.
- Chodź Aleks, chodź. - wołałem biegnąc dalej.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz