- Jasne, możemy. - skinąłem głową.
Ubraliśmy się w jakieś luźniejsze ciuchy i ruszyliśmy w stronę lasu, we trzech uzbieraliśmy niezłą kupkę która spokojnie wystarczy na całą noc. Po kilku minutach jedzenie również dotarło, zaczęliśmy wszystko przygotowywać, wraz z biegiem czasu robiło się coraz ciemniej aż w końcu zapadła całkowita ciemność, jedyne światło dawał księżyc i nasze ognisko. Leon próbował mnie namówić na piwo, jednak nie miałem ochoty i to ja przejąłem wartę tego trzeźwego. Siedzieliśmy na drewnianych ławeczkach, ja, siedziałem obok Taigi, Aleks siedział między moimi nogami, wpatrując się w ogień i co chwilę spoglądając na mnie. Lory zaczął opowiadać swoje straszne historyjki, które muszę przyznać były niezłe. Dzisiaj skupił się na tym zakładzie psychiatrycznym, wszyscy słuchali jej z zaciekawieniem, Lara wyglądała na spiętą, chyba przejęła się tą legendą bo gdy tylko usłyszała jakiś najmniejszy hałas, rozglądała się dookoła. Zanurzyłem dłonie w sierści Aleksa i zacząłem głaskać go po szyi, spojrzałem ukradkiem na dziewczynę obok mnie, wyglądała na zamyśloną.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz